EduBirdie Promo Code EduBirdie Discount Code EssayPro promo code samedayessay promo code

Projekt Nr. 4/2007

A very interesting world musik journey. JOE ZAWINUL z zespołem SYNDICATE oraz krakowskie MOTION TRIO  z Trilokiem Gurtu. Jedyny koncert w Polsce. 25 marca 2007.

Muzycy Świata w Krakowie JOE ZAWINUL z zespołem SYNDICATE oraz krakowskie MOTION TRIO z Trilokiem Gurtu bedą z pewnością największą tegoroczna atrakcją muzyczną Krakowa. Muzycy pochodzący z pięciu kontynentów (Austria, USA, Brazylia, Wybrzeze Kości Słoniowej, Maroko, Mauritius, Kongo, Indie i Polska)staną się częscią niezwykłego i niepowtarzalnego wydarzenia muzycznego, będącego prezentacją Muzyki Świata na najwyższym poziomie. Joe Zawinul legendarny pianista jazzowy, keyboardzista, aranzer i kompozytor, jeden z najbardziej cenionych, współczesnych muzyków z kregu jazzu i world music. Wspólpracował z największymi legendami jazzu -m.innymi Ella Fitzgerald, Jaco Pastorius, Miles Davis. W roku 1971 Zawinul wspólnie z Waynem Shorterem powołał do życia Weather Report – najsłynniejszą formację fusion. Zespół nagrał 16 płyt, a utwór „Mercy, mercy, mercy“ został uhonorowany nagrodą Grammy.W 1985 roku Joe Zawinul zdecydował się na karierę solową. Od tego momentu w jego twórczości coraz mocniej słychać zainteresowanie muzyką świata, odmiennymi niż jazz kulturami muzycznymi. Aby pełniej realizować swe muzyczne idee, założył grupę Syndicate.W Krakowie na jedynym koncercie w Polsce podczas swojego 75- urodzinowego tournee europejskiego , Joe Zawinul-magik elektroniki zagra ze swoimi wybitnymi muzykami, miedzy innymi z belgijska wokalistka pochodzenia kongijskiego Sabine Kabongo znana z zespolu Zap Mama.

Foto: Danuta Butler

W pierwszej części koncertu wystąpi MOTION TRIO z TRILOKIEM GURTU – mistrzem tabli, perkusji i instrumentów perkusyjnych, współpracym z artystami z różnych kręgów muzycznych od Zakira Hussaina – przez mistrzów jazzu takich jak John McLaughlin, Joe Zawinul, Pat Metheny, Dave Holland, Jan Garbarek – do takich gwiazd jak Gary Moore, Robert Miles, Sting, Annie Lennox, czy legendarna grupa Oregon. Siedmiokrotnie wybrany perkusistą roku wg.Down Beat. Zgodnie z tradycją hinduską Trilok Gurtu wszystkie swoje instrumenty perkusyjne obsługuje siedząc na podłodze.

Wykonawcy : Joe Zawinul Syndicate

Joe Zawinul – vocals, Keyboards

Sabine Kabongo – vocals

Linley Marthe – bass

Alegre Correa – guitar

Paco Sery – drums

Jorge Bezerra – percussion

Aziz Sahmaoui – vocals, percussion


Trilok Gurtu – percussions

Motion Trio – akordeony:

– Janusz Wojtarowicz

– Paweł Baranek

– Marcin Gałażyn

 

 

 

http://www.trilokgurtu.net/performances.htm

 

Film Motion Trio & Trilok Gurtu

http://www.motionteam.com/content/blogcategory/13/28/lang,pl/

 

 

 

Fotoreportage von Danuta Butler & Martin Mauerböck

 

http://www.photo-photo.at/gallery/list.php?exhibition=260&ee_lang=ger

 

180 Fotos !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

recenzja Dominiki Rudowicz

 

bukiet pelen wrazen

 

http://www.ikrakow.com/2007/03/28/joe-zawinul-the-syndicate-motion-trio-trilok-gurtu-–-pelen-bukiet-wrazen

 

Muzyka swiata zawitala do Krakowa

 

Akordeony i Trilok

Pierwsza czesc niedzielnego koncertu w krakowskim Auditorium Maximum UJ, prezentujacego muzyke swiata, wypelnilo krakowskie Motion Trio dopelnione brzmieniem tabli i wielu instrumentow perkusyjnych przez Triloka Gurtu, indyjskiego mistrza, ktory pracuje z najwiekszymi muzykami swiata.

Krakowianie grali swoje kompozycje, w tym jedna premierowa, ktore znakomicie dobarwial swym pulsujacym rytmami instrumentarium hinduski muzyk. W jednym utworze zaprezentowal swe mistrzostwo solo. Brawa dla wirtuoza z Indii i tria byly ogromne, byl zatem i wspolny bis z Trilokiem takze jako wokalista, ktory rozspiewal cala sale.

Zafascynowany muzyka krakowskiego tria dal mu po koncercie swe kompozycje o bardzo afrykanskim charakterze, bo, jak powiedzial, jest ciekaw, jak zabrzmia one w wersji na trzy akordeony. Moze sie wiec okazac, ze pierwsze spotkanie Triloka Gurtu i Motion Trio nie bylo ostatnim.

Po koncercie, podczas kolacji w klubie Piec Art, Joe Zawinul komplementowal nie tylko kuchnie, ale i krakowskich muzykow, ktorych znal z wystepow w swym wiedenskim klubie. W obecnosci m.in. swojego zespolu przekazywal liderowi tria Januszowi Wojtarowiczowi uwagi, po czym rozbawil sluchajacych zdaniem, ze postepuje tak tylko w stosunku do osob, ktore maja przed soba wielka przyszlosc, innym mowi jedynie, ze bylo swietnie.

A ze bylo w niedziele podczas pierwszej czesci koncertu swietnie to fakt – reakcja publicznosci w pelni do pokazywala.

WACLAW KRUPINSKI, Dziennik Polski

 

Porywajacy koncert w Auditorium Maximum UJ

Wirtuozerska zabawa Zawinula

 

 

Fot. Waclaw Klag

.

 

Joe Zawinul kierowal grupa mlodych, usmiechnietych muzykow z Brazylii, Mauritiusa, Maroka, Konga

Druga czesc niedzielnego koncertu w Auditorium Maximum UJ byla poswiecona muzyce swiata, w wykonaniu grupy mlodych muzykow, dowodzonych przez jednego z jej tworcow Joe Zawinula.

Siedem lat temu w krakowskim teatrze Buckleina odbyl sie koncert, ktory ukazywal muzyke miedzykulturowego folkloru miejskiego. Zostal zorganizowany przez Wiener-Krakauer Kultur-Gesellschaft. Program byl na pierwszy rzut oka stylistycznie ryzykowny, gdyz odwolywal sie do cesarsko-krolewskiej terytorialnosci, bedacej kulturowa mieszanka wszystkiego ze wszystkim – od jodlujacych z Tyrolu, poprzez wegierskie czardasze, zydowskich klezmerow, serbskich grajkow weselnych po lewantynskie zaspiewy, muzyke gorali calych prawie Karpat, transylwanskie tesknice i „operetkowe“ muzyczne zycie Wiednia. Wystep dal wiele do myslenia na temat kulturowej tozsamosci „unsere mitteeuropeische Heimat“.

Niedzielny koncert w Auditorium Maximum UJ, zorganizowany przez te sama Zofie Beklen, szefujaca wspomnianemu wiedensko-krakowskiemu stowarzyszeniu, szedl podobnym tropem – oto mielismy spotkanie z muzyka swiata.

Druga czesc koncertu wypelnila muzyka w wykonaniu grupy mlodych muzykow, dowodzonych przez Joe Zawinula, z urodzenia Austriaka, moze dlatego tak otwartego na muzyki z calego swiata. On niechybnie zauwazyl, ze jakiekolwiek ograniczanie sie terytorialne nie sluzy sztuce. Syndykat Zawinula skladal sie z mlodych, usmiechnietych muzykow z Brazylii, Mauritiusa, Maroka, Konga, i kipial energia oraz niezwyklym entuzjazmem.

Rozszerzenie formuly, ktora poznal Zawinul podczas swojej drogi jako tworca od Cannonballa Adderlaya i Milesa Davisa do kwartetu Weather Report pozwolilo mu na wirtuozerska zabawe z muzykami o roznych rodowodach. Jak widac wietrzenie i odnawianie formul kompilujacych rozne wplywy jest konieczne.

W ciagu koncertu oblozony klawiaturami Mistrz zacytowal dwa kilkutaktowe fragmenty z repertuaru Weather Report, co wywolalo entuzjazm u jego fanow.

Sposrod muzykow towarzyszacych mu wyrozniala sie zjawiskowa, pochodzaca z Konga Sabine Kabongo; znakomity, rytmicznie blyskotliwy basista z Mauritiusa Linley Marthe oraz brazylijski gitarzysta – Alegre Correa.

Koncert zakonczyla owacja na stojaco wzruszonej i porwanej entuzjazmem sali, w tym bardzo wielu krakowskich muzykow z Jarkiem Smietana i Januszem Grzywaczem. To bylo niewatpliwie swieto sztuki.

GRZEGORZ TUSIEWICZ

Dziennik Polski

Joe Zawinul: urodziny w Krakowie

Za kilka miesięcy Joe Zawinul obchodzić będzie swe 75. urodziny. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w tym samym 2007 roku swoje 750. „urodziny“ celebruje także Gród Kraka (właśnie tyle lat mija od momentu lokacji miasta). Kraków, a konkretnie sala Auditorium Maximum, był jedynym w Polsce przystankiem na trasie wiosenno-urodzinowego tournée artysty po Europie.

Koncert grupy Zawinula poprzedził występ krakowskiego Motion Trio, które zagrało z legendą perkusji i perkusjonaliów Trilokiem Gurtu. Trójka młodych akordeonistów – Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek i Marcin Gałażyn – rozpoczęła występ dynamicznym utworem, który odpowiednio przygotował grunt przed pojawieniem się Mistrza. Gurtu natychmiast „wstrzelił się“ w puls muzyki, a porozumienie między nim a Triem wydawało się tak naturalne, jak gdyby grali ze sobą od lat. Rytmiczny, motoryczny charakter kolejnych kompozycji stworzył idealną bazę dla pokazania możliwości wszystkich muzyków.

Gurtu, obudowany potężnym instrumentarium (od zestawu perkusyjnego, poprzez niezliczoną ilość perkusjonaliów, fletów, gwizdków, „generatorów“ własnej konstrukcji, do… zwyczajnego wiadra z wodą) i operujący swym hipnotyzującym głosem, nie tylko dodawał ognia do grającego i tak już ogniście Tria, ale też „odprawiał“ własne, prawdziwie magiczne rytuały, przywołujące skojarzenia z prastarymi praktykami wedyjskimi. Muzycy Motion Trio czuli się w jego towarzystwie bardzo swobodnie, grali z polotem, fantazją, bez śladu tremy. Na zakończenie Gurtu i Trio zaintonowali śpiewną melodię, w którą stopniowo została wciągnięta cała publiczność; Trilok okazał się nie tylko szalonym wirtuozem (jego solówki na tablach i bębnach przyprawiały o zawrót głowy), ale też wytrawnym showmanem.

Po kilkunastominutowej przerwie pojawił się główny bohater wieczoru Joe Zawinul i jego Syndicate, którzy zostali przyjęci gorącą owacją. Lider przywiózł ze sobą sześcioosobową ekipę złożoną z młodych lecz bardzo doświadczonych muzyków. Każdy z nich wywodził się z innego zakątka świata: basista Linley Marthe z Mauritiusa, gitarzysta Alegre Correa z Brazylii, perkusista Paco Sery z Wybrzeża Kości Słoniowej, Jorge Bezerra, jeden z dwóch perkusjonistów, z Rio de Janeiro, drugi, Aziz Sahmaoui z Marakeszu; natomiast czarna wokalistka (i tancerka) Sabine Kabongo jest co prawda mieszkanką Belgii, ale pochodzi z Konga. To niesamowite zderzenie tradycji, kultur, technik gry, instrumentów i ekspresji, dało w efekcie kolorową mozaikę pulsującą tanecznymi rytmami i dobrą energią, która natychmiast udzieliła się publiczności.

Syndicate grał z jednej strony muzykę dość złożoną (gęste rytmy i harmonie, bogata kolorystyka), a jednocześnie bardzo prostą (powtarzające się motywy melodyczne, statyczność formy), co udało się osiągnąć dzięki szalonej dyscyplinie, wybitnym umiejętnościom członków zespołu i dobremu smakowi lidera; wszak podobne projekty w wydaniu innych artystów często kończyły się klapą.

Po wejściu na scenę zespół przystąpił od razu do rzeczy, windując napięcie na najwyższy pułap, z którego już nie zszedł do końca koncertu. Dwa pierwsze utwory zabrzmiały wspaniale, choć „liderowanie“ Zawinula mogło budzić obawy, czy aby jego młodzi partnerzy będą mieli okazję do szerszej prezentacji. Wątpliwości zostały szybko rozwiane i każdy z muzyków dostał swoje pięć minut.

Chyba najwięcej swobody miał Alegre Correa, który grał na gitarze, śpiewał (sam i w duecie), a pod koniec koncertu złapał za berimbau, z którego wyczarował fascynujące, rzadko spotykane barwy. Niespodzianką okazał się także perkusista Paco Sery, który oprócz rewelacyjnej gry na zestawie, wykonał duet z Zawinulem, używając afrykańskiego instrumentu zwanego, zależnie od miejsca jego występowania, sanzą (zanzą), kalimbą, lub – z angielska – thumb pianem (jest to małe pudełeczko z przymocowanymi doń sprężystymi „języczkami“, które pobudzane palcami wydają miłe uchu, ksylofonowe brzmienie). Jedyna kobieta w zespole, zjawiskowo piękna Sabine Kabongo, pojawiła się tylko w kilku momentach, ale jej śpiew (raz niski, lekko matowy, innym razem wysoki, silny i dramatyczny) pozostawił niezatarte wrażenie.

Z kolei sam Zawinul imponował może nie tyle techniką (choć „praworęczność“ jego obu dłoni i jednoczesne granie na różnych klawiaturach musiało budzić respekt), co bogactwem brzmień i aranżacji oraz bardzo sprawnym „nawigowaniem“ całą ludzko-techniczną maszynerią. W swej grze wykorzystywał kilka instrumentów ulubionej firmy Korg (dość już leciwy model M1 wciąż stanowi dla niego jedną z podstawowych klawiatur) oraz czerwoną Clavię Nord o charakterystycznym brzmieniu; podobały mi się także barwy zsamplowanych głosów (czasem w postaci krótkich motywów) dobywane z małej klawiaturki Korga Prophecy i wreszcie śpiew (zawodzenie?) lidera przepuszczany przez vocoder. Cała muzyka wydała mi się mniej „etniczna“ niż ta, którą pamiętamy z podwójnego albumu „Vienna Nights“. Na pewno było tam więcej żywych rytmów, stałego szybkiego tempa, odniesień do stylistyki Weather Report i w ogóle do muzyki fusion lat 70.; bardzo jazzowo zabrzmiał fragment zagrany przez lidera z Marthe’em i Serym.

Cały koncert był znakomicie zakomponowanym i „wyreżyserowanym“ widowiskiem. Nie było tam miejsca na żadne „nieprzewidywalności“, spontaniczności i kurtuazyjne gesty; Syndicate okazał się perfekcyjną maszynką, która bezbłędnie realizowała szczegółowy plan; nawet gorąca standing ovation, jaką zgotowali grupie krakowscy fani, nie była w stanie ani „wymusić“ bisu, ani nawet spowodować ponownego pojawienia się artystów na estradzie.

Na koniec słowa uznania dla tych, dzięki którym mogliśmy posłuchać tej pięknej muzyki – Wiener-Krakauer Kultur Gessellschaft oraz Agencji Koncertowej JBBO Tolka Lisieckiego.

Bogdan Chmura Jazz Forum

 

Data wstawienia: 2007-04-17

Comments are closed.

comments sind aus -->