Projekt Nr. 5/2006

Gastspiel aus Krakau, KTO – Theater aus Krakau –

„ICH VERKAUFE DAS HAUS, IN DEM ICH NICHT MEHR WOHNEN KANN“

Musikalische Bearbeitung, Drehebuch, Regie: Jerzy Zoń

Performance ohne Worte, nach Bohumil Hrabal

Wo:  Theater Brett, 14.Feb. 6., Wien Münzwardeingasse 2, 20.00 Uhr

Teatr KTO z Krakowa, „SPRZEDAM DOM, W KTÓRYM JUŻ DŁUŻEJ NIE MOGĘ MIESZKAĆ “

 

 

 

 

 

 

Performance bez słów

Opracowanie muzyczne, scenariusz, reżyseria: Jerzy Zoń

Scenografia i kostiumy: Zofia de Ines, Joanna Jaśko-Sroka

Obsada; Grażyna Srebrny – Rosa, Marta Zoń, Jacek Buczyński, Bartosz Cieniawa, Robert Maciej, Maria Wąsik

Seans teatralny inspirowany życiem i twórczością Bohumila Hrabala.

Eine kleine Erzählung über eine Familie ohne Worte.(…). Wir sitzen in einem kleinen Saal. Auch die Bühne ist dunkel. Ein Zug fährt ein. Als er kommt, wird es hell auf der Bühne: Wir sehen Menschen, gekleidet in der Mode der Vorkriegszeit, auf dem Bahnsteig wartend, umgeben von Gepäck. Aus ihren Koffern werden Räume entstehen, die Menschen werden in verschiedene Rollen schlüpfen (…). J.Targon.

Photos: http://www.photo-photo.at/gallery/list.php?exhibition=142&pass=public&lang=ger

                             

Fotos: Danuta Bibro

„Karuzela z teatrami” w Theater Brett na ulicy Munzwardeingasse 2

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

Znalazłam się wtorkowego wieczoru 14 lutego 2006 r. na małej stacyjce Theater Brett, gdzieś w dawnej Galicji. Każdy z podróżnych przybyłych z różnych krajów podchodził do kolejowej kasy, by kupić bilet w nieznane i zostawić zwyczajną szarzyznę dnia powszedniego w tyle. Na ścianach stacyjki wisiały   plakaty, na których zostały uchwycone najważniejsze momenty z najciekawszych sztuk dramaturgów polskich, węgierskich, czeskich i austriackich, inscenizowane na słowackich scenach teatralnych. Uroczystego otwarcia festiwalu środkowoeuropejskiego, który przez miesiąc ( 14.02.-11.03. ) będzie gościł w podwojach Theater Brett, dokonała pani mgr Teodora Chmelova, dyrektorka Instytutu Słowackiego w Wiedniu. Potem o swojej wystawie w teatralnym foyer opowiadała autorka pani mgr Romana Maliti. Następnym mówcą był pan dr Emil Brix, który w swoim krótkim przemówieniu uchwycił cały sens potrzeby organizowania takich festiwali jako środka przybliżenia twórczości dramaturgów sąsiednich krajów publiczności austriackiej i przypomnienia sobie wspólnego dziedzictwa kulturowego. Z zamyślenia nad naszą wspólną,środkowoeuropejską przeszłością łagodnie wyrwał nas dźwięk saksofonu, na którym grał Sandor Rigo i wraz z towarzyszącą mu gitarą klasyczną skierował nasze myśli do commedii dell’arte, by minąwszy ją wrzucić nas słuchaczy w małą grupkę renesansowych jarmarcznych komediantów.

„Nagle gwizd,

nagle świst,

para w brzuch,

koła w ruch”

i głos naczelnika teatralnej stacji Ludvika Kavina: Proszę wsiadać, ruszamy!  Powoli rząd po rzędzie zapełniał się widowni wagon. Zawiadowca spod surowego wąsa gwizdał na ostatnich spóźnialskich, a świecące bufory piersi dróżniczek i konduktorek wskazywały drogę do jego

wnętrza. Ledwo tylko dopadłam mojego miejsca i pośpiesznie wrzuciłam bagaż na półkę, a już pociąg ze świstem kół ruszył z miejsca. I zabrał nas w podróż poprzez najważniejsze stacje naszego życia

Stacja I :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

mrok, tłok, ścisk, ludzie sobie obcy, patrzą wilkiem na siebie, obojętnym wzrokiem obejmują się nawzajem, w tłumie samotności skuleni, przysiadają pośpiesznie na skraju smutku, zmuszeni do przebywania ze sobą duszą się w sztucznej przestrzeni uczuć, pośpiech, tempo, walka

„Chodził kiedyś kataryniarz”

i uśmiechem umilał czas

z piosenką, wesołą piosenką

podróż szybko mijała nam”

a za oknami naszego pędzącego pociągu migały agawy pełne tequili na meksykańskiej pampie

Stacja II :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

człowiek sam ze swoim strachem, popychany, bity, deptany i tylko flaszka pełna ducha daje nadzieję na przetrwanie tego koszmaru, głos nowonarodzonej dzieciny przynosi ukojenie i pocieszenie, chrzest oczyszcza z grzechu

„Chodził kiedyś kataryniarz”

i uśmiechem umilał czas

z piosenką, wesołą piosenką

podróż szybko mijała nam a za oknami naszego pędzącego pociągu rozstawiała szeroko             swoje długie nogi ubrane w kabaretki wieża Eiffla i tańczyła z paryskimi gołębiami

miłosne tanga

Stacja   III :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

dzieciństwo, niewinność i naiwność, czystość bieli, pierwsze przewinienia i pierwsze rozgrzeszenia, poznawanie smaku zakazanych owoców, ogień świecy i wspólna  pierwszokomunijna fotografia

„Chodził kiedyś kataryniarz”

i uśmiechem umilał czas

z piosenką, wesołą piosenką

podróż szybko mijała nam

a za oknami naszego pędzącego pociągu pod gwieździstym freskiem w objęciach             Colosseum niczym kochanków z Werony nasze serca zanurzały się w czerwonym winie

Stacja IV :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

młodość, siła, witalność, pierwsze zauroczenie, pierwsze zwątpienie, pierwsze życiowe wybory, lampiony białych sukien ślubnych rozświetlają wspólną przyszłość

„Chodził kiedyś kataryniarz”

i uśmiechem umilał czas

z piosenką, wesołą piosenką

podróż szybko mijała nam

a za oknami naszego pędzącego pociągu

brzozy, białe siostry, trojkami stojące, „zadum(k)ane” w białonocnych romansach zazdrośnie       spoglądały na jurnego „maładca”

Stacja V :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

jeszcze kilka minut temu razem, jeszcze kilka minut temu wspólna rozmowa, śmiech

i w jednej chwili śmierć nożem przecina węzeł, małżeństwo przestaje istnieć, smutek, pustka, nieutulony żal, płacz, współczucie, pocieszenie, za spokój duszy toast wznieś, kilkoma kroplami

wódki skrop ziemię łez

„Chodził kiedyś kataryniarz”

i uśmiechem umilał czas

z piosenką, wesołą piosenką

podróż szybko mijała nam

a za oknami naszego pędzącego pociągu… wyłaniała się stacja końcowa

Stacja VI :

„Monotonny stukot kół pociągu

kołysze mnie do snu

Monotonny stukot kół pociągu

zmusza mnie do snu”

koniec drogi, finał podróży, stacja końcowa, rozrachunek z życiem, czas na podsumowanie, niepokój co nas czeka dalej, niepewność nowej rzeczywistości, pytania czekające na odpowiedź, wszystko obejmujący spokój, wyciszenie, zawierzenie, biały tunel światła…

„Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!… „

Gata Gottel

Comments are closed.

comments sind aus -->