Projekt Nr. 2/2006

ODLOT

[„Ausflippen“] Humor in der jungen polnischen Kunst. Eine Ausstellung im Brick5, Fünfhausgasse 5, 1150 Wien

8 KünstlerInnen aus Krakow und Warszawa zeigen Malerei, Videos, Rauminstallationen, Fotografien, Mode und Design mit Humor

 Kuratoren: Renate Huber & Denise Parizek

Teilnehmende KünstlerInnen: Anna-Maria Karczmarska, Ewelina Niemczura, Malgorzata Niespodziewana, Andrzej Nowacki, Bartosz Mucha, Alexandra Sojak-Borodo, Monika Waraxa, Anna Wisz

Zur Vernissage ein Auftritt des Vokalakrobaten Jorgos Skolias und Buffet mit polnischen Leckereien

Die Ausstellung eröffnet Dr. Haydar Sari, MA7 Internationale und Interkulturelle Aktivitäten

 

Vernissage: Donnerstag, 19. Jänner 2006, 19.00 Uhr, Öffnungszeiten Fr. 15-19 Uhr, Sa & So 12-15 Uhr, 19.1.-29.1.2006

Organisation: Verein zuhaus & Wiener-Krakauer Kultur-Gesellschaft

www.kunst-zuhaus.at

Fotos: http://www.photo-photo.at/gallery/list.php?exhibition=134&pass=public&lang=ger

Fotos: Danuta Bibro

 

„ODLOT, czyli jak odleciałam po pewnej wystawie „

ORGANIZATORZY, czyli ci, dzięki którym coś mogło zaistnieć : Wiener –Krakauer Kultur Gesellschaft i Verein zuhaus

FORMA PREZENTACJI, czyli wystawa 8-młodych artystów z Warszawy, Krakowa i Torunia, a więc pań: Anny-Marii Karczmarskiej, Eweliny Niemczury, Małgorzaty Niespodziewanej, Aleksandry Sojak-Borodo, Moniki Waraxy, Anny Wisz i panów: Andrzeja Nowackiego i Bartosza Muchy.

TYTUŁ WYSTAWY : „Odlot-czyli humor w młodej sztuce z Polski”

SPOSÓB PREZENTACJI, czyli różnorodność form wyrazu poprzez:

  1. a) f o t o g r a f i e

czarno-białe studium postaci męskich, niezgrabnych, ale intrygujących, jakichś rozmazanych, rozmyślonych do zamyśleń zmuszających, raz siedzących, raz stojących na tle różnych wnętrz i zewnętrz, czyli szyn pustych po pociągach-widmach i wiaduktach wydmuchanych przez wiatr,

  1. b) i n s t a l a c j e p r z e s t r z e n n e, a więc maszyny jakieś, urządzenia bez dla mnie znaczącego znaczenia, ale być może językiem techniki przemawiające i swoim w „domyśle” stukotem coś oznajmiające,
  2. c) s z t u k a  u ż y t k o w a  co w swoim słowie schowane inne słowa ma , np. „żytko”

( tu spójrz na zielony dywan zboża ostrym źdźbłem kłujący i tylko fakirowi przyjemność w chwili spoczynku dającym, a nam widzom cierń, więc chwyć za sierp i już nie cierp)

lub „krowa” ( gdy dodasz „r” skradnąwszy skórę w kropki czarne i truchło to marne w materiał przeobrazisz, a przeobraziwszy tą tapicerką taborety pokryjesz i całość we wzór krzyża uformujesz, to wtedy odkryjesz, co skrywa we wnętrzu swym ta forma,

  1. d) v i d e o, czyli z łaciny pochodzi ten wyraz i o widzeniu traktuje, ale czy zawsze widzieć to dostrzec, może spojrzeć przelotnie i zapomnieć, obrazy, kadry, ujęcia, ułożone w ciąg i spięte taśmą-przędzą zdjęcia, „kręć się, kręć wrzeciono” i snuj życia nić

czerwonym kolorem

z serca w serce wpłyń.

Wybacz Frido Kahlo,

że napisałam o tym

tak „malo”

  1. e) o b r a z y 1 – barwne, jaskrawe, neonowe, ostre, poprzeplatane odcieniami szarości

dni, na nich matka i ojciec w ciąg komiksowy wsadzeni, łyżkami w dłoni zupę jedzący, zwykła codzienna czynność, sztuka konsumpcji czy konsumpcja sztuki?

o b r a z y 2 – duże plansze, kolorowe, niczym półkule ekranów telewizorów o dużej rozdzielczości w dali układające się w hasła, słowa, litery, przekaz werbalny, współczesny język globalnej wioski.

Na koniec deser, choć właściwie to deser był podany przed daniem głównym, a więc występ, nie  złe określenie „spektakl muzyczny” w wykonaniu człowieka, który jako jedyny nie udawał Greka, bo nim był rzeczywiście, pana Jorgosa Skoliasa . A teraz serio, dość tych krotochwilnych żartów słownych, albowiem pan Skolias bardzo poważnie podszedł był do koncertu. Zaprezentował swój niesamowity warsztat możliwości wokalnych, wręcz akrobatyki dźwięków, którymi żonglował w sposób dla nas, zwykłych śmiertelników, wręcz niemożliwy do osiągnięcia. Tylko za pomocą czystych, nieskażonych żadnym instrumentem tonów, zanurzył nas w swój cudowny, fantastyczny, pełen greckich mitów świat, skąpał w Morzu Jońskim, osuszył gorącym piaskiem, rozkołysał afrykańskimi rytmami, zachęcił do wspólnej śpiewo-gry w echo na trzy, otulił dymem z kadzideł-świec palonych przed ikonami w białych chłodnych, kamiennych świątyniach i na koniec zostawił w niespełnieniu, w rozedrganiu, w niedopełnieniu i odprawił po skończonej audiencji, niczym nienasyconych tą ucztą muzyczną posłów, ale czy aby „greckich”?

Gata Gottel

Comments are closed.

comments sind aus -->