Projekt Nr.20/09

Badenheim 1939 – premiera, Teatr Sląski, Katowice

Badenheim 1939 – premiera

21 listopada Teatr Śląski przedstawi swą kolejną premierę na Dużej Scenie – Badenheim 1939 Aharona Appelfelda w adaptacji i reżyserii Piotra Szalszy. Wystąpi ponad trzydziestu aktorów i słuchaczy Studium Aktorskiego w tym tróje aktorów teatrów wiedeńskich: Andreas Kosek, Liliana Niesielska i Henryk Rajfer.

51





.

.

.

.

.

.

.

Jest to sztuka o redukcji człowieka, jako jednostki, o redukcji grup ludzkich. O przeznaczeniu i o wiecznej wierze w przyszłość. Niewyobrażalność spisku jest tak wielka, że nikt, najbardziej nawet ugodzeni, nie biorą pod uwagę, że tego rodzaju spisek może w ogóle zaistnieć. Naiwna nadzieja na „jakąś” możliwość egzystuje do ostatniego wypowiedzianego w sztuce słowa.

http://www.teatrslaski.art.pl/przedstawienia/badenheim.php

Aharon Appelfeld – Badenheim 1939 (polska prapremiera)
reżyseria i adaptacja: Piotr Szalsza
scenografia: Andrzej Witkowski
kostiumy: Burgis Paier
muzyka: Zbigniew Bargielski

dziennikzachodniHenryka Wach-Malicka
2009-11-25 05:00:22, aktualizacja: 2009-11-25 05:00:22

Najnowsza premiera Teatru Śląskiego – Badenheim 1939 nie jest przedstawieniem łatwym w odbiorze ani jednoznacznym w interpretacji.
Nie jest też w żaden sposób efektowne w znaczeniu estetyki, zaczerpniętej z produkcji MTV. Nic tu nie miga, nic nie jest multimedialne, aktorzy nie biegają po widowni i nie wciągają publiczności w pseudo-dialog, a zdjęcia maszerujących nazistów nie pojawiają się w charakterze kropki nad "i". Słowo nazizm w ogóle chyba nie pada ze sceny…

Strach w mieście
Jest natomiast niesłychanie teatralne wyczucie czasu, który dla bohaterów jest jak zbawienna kroplówka, przedłużająca życie o jeden, choćby najbardziej ponury dzień. Badenheim 1939 w reżyserii Piotra Szalszy to teatr tradycyjny w dobrym tego słowa rozumieniu. Teatr, którego centrum stanowi człowiek; jego wewnętrzna walka ze świadomością nadchodzącej katastrofy i jego gorycz, której nie chce zamienić w zgodę na los wyznaczany przez innych.

Spektakl Teatru Śląskiego jest dokonaną przez reżysera sceniczną adaptacją książki Aharona Appelfelda. Jej treść można zawrzeć w kilku zdaniach. Oto austriackie uzdrowisko Badenheim, do którego od lat przyjeżdżają miłośnicy plenerowych koncertów muzycznych. Tego lata, a mamy rok 1939, kuracjusze żydowskiego pochodzenia, choćby i mieli austriackie obywatelstwo, muszą się zarejestrować w celach sanitarnych. To pierwsze z obwieszczeń, początkujące drogę ku nicości. A będą następne. Opakowane w suchy, urzędniczy ton apelują do poczucia dyscypliny mieszkańców hotelu, który z dnia na dzień coraz bardziej oddala się od reszty świata.

Zarówno książka Appelfelda, jak i spektakl Szalszy, poruszają temat do dziś szalenie drażliwy w Austrii, która długo nie chciała przyznać się do prohitlerowskich sympatii swoich obywateli. Ale to tyleż wyznacznik tematu katowickiego przedstawienia, co i swojego rodzaju pretekst do pokazania zachowań ludzi w sytuacji zagrożenia. A nade wszystko pokazania jaką potęgą może być, i przecież najczęściej jest, nadzieja na ocalenie.

Szaleńczy taniec
Przedstawienie nie ma głównego bohatera, bohaterem jest zbiorowość. W poszczególnych scenicznych etiudach drogi mieszkańców hotelu krzyżuje się, zazębiają, a w końcu łączą w jeden wspólny los. Z biegiem czasu (także rzeczywistego, przeżywanego przez widownię) postacie szarzeją, kulą się w sobie, martwieją. Precyzyjna gra aktorów czyni ten proces absolutnie wiarygodnym, podobnie jak budowanie nastroju przez reżysera.

Spektakl rozpoczyna się nieomal w konwencji operetkowej, w do dziś przypisywanym Austriakom (jakże powierzchownie) tonie urokliwego konserwatyzmu. Z biegiem wydarzeń, charakter narracji ulega odkształceniu. Do opowieści wkradają się elementy groteski, surrealizmu i wieloznacznej metafory. Ale nic nie dzieje się na siłę. Tylko przerwy po poszczególnych kwestiach stają się coraz dłuższe, jakby bohaterom brakowało powietrza, a szaleńczy taniec bardziej przypomina obrzęd ofiarny niż zabawę. Przejmująco rozegrana jest scena, gdy bohaterowie dowiadują się, że jako Żydzi urodzeni na Wschodzie, zostaną deportowani do Polski. Widzą, że to nie tak, i że nie do Polski jadą, a do hitlerowskiego obozu zagłady, ale czepiają się najlepszych wspomnień, wywiezionych z kraju dzieciństwa.

Brawa dla aktorów
Całe to ludzkie nieszczęście rozgrywa się w ascetycznej, prawie pustej przestrzeni, zaprojektowanej przez Andrzeja Witkowskiego. Jedyna przeszklona ściana ma jednak symboliczne znaczenie, którego doczekamy się dopiero w finale. Kolorowe sukienki kobiet i eleganckie garnitury mężczyzn zaprojektowane przez Burgis Paier są zaś jak cytat z rzeczywistości, którą bohaterowie opuszczają.
Nie ma w tym spektaklu lepszych i gorszych ról, nie ma ważniejszych i mniej ważnych, mogę więc wymienić aktorów w jedynie sprawiedliwym, alfabetycznym porządku. Koncertowo zagrali: Anna Bączek, Alina Chechelska, Małgorzata Daniłow, Jerzy Głybin, Antoni Gryzik, Teresa Kałuda, Wiesław Kupczak, Jerzy Kuczera, Roman Michalski, Krzysztof Misiurkiewicz, Marek Rachoń, Wiesław Sławik, Violetta Smolińska, Maria Stokowska, Marcin Szaforz, Andrzej War-caba, Anna Wesołowska, Jadwiga Wianecka, Zbigniew Wróbel.

Comments are closed.

comments sind aus -->